Tobołek w przyczepce vol. 2

Po niezbyt udanej próbie z Croozerem i hamaczkiem zaczęłam szukać innego rozwiązania dla Pszczółki. I tu z pomocą przyszedł serwis travelito.com.pl (sklep, gdyż wypożyczalnia działa pod adresem travelito.pl), gdzie oprócz opisu dostępnych do wypożyczenia/zakupu przyczepek, są również testy i zestawienia. Moją uwagę przykuł „Przegląd przyczepek rowerowych”: https://travelito.com.pl/przeglad-przyczepek.html, zwłaszcza pierwsza tabela, szeregująca poszczególne modele w oparciu o komfort dziecka i wygodę użytkowania. Doszłam do wniosku, że Pszczółce ma być przede wszystkim wygodnie – a my już jakoś sobie poradzimy z wymiarami czy ciężarem sprzętu. Ze zdziwieniem zauważyłam, że jedną z najwyżej uplasowanych przyczepek pod względem komfortu dziecka – a i całkiem przyzwoicie jeśli chodzi o użytkowanie – jest Qeridoo Kidgoo. Model na pewno bardziej popularny za naszą zachodnią granicą, ale też trudno się dziwić, skoro tam tradycja jazdy z maluszkami jest dużo starsza. To, co zdobyło moje serce niemal natychmiast, to możliwość montażu fotelika samochodowego 0-13 kg! Trudno wyobrazić sobie bezpieczniejszy sposób podróży, niż w siedzonku, które zostało zaprojektowane tak, aby znieść największe przeciążenia, jakie mogą powstać podczas wypadku drogowego. I komfort jazdy też jest raczej bezdyskusyjny. Druga cecha, na którą bardziej zwrócił uwagę Mój Małżonek, to pełna amortyzacja (amortyzatory płytkowe i sprężynowo-powietrzne). Po dłuższym zastanowieniu doszliśmy do wniosku, że już nie bardzo mamy czas i ochotę na testy, kupujemy! Akurat załapaliśmy się na mundialową promocję (co ma piernik do wiatraka – nie mam pojęcia, ale skorzystać zawsze warto 😉 ) na https://m.pinkorblue.pl/ i udało nam się nabyć przyczepkę za całkiem rozsądne pieniądze.

Nowa karoca dla Pszczółki 🙂

Ale jeśli Wam się wydaje, że to już wszystko i odtąd żyliśmy długo i szczęśliwie, to nic bardziej mylnego…

kompatybilność, czyli co do czego i z czym…

Jak tylko bowiem przelew został wysłany, jeszcze raz przejrzałam specyfikację sprzętową i okazało się, że aby zamontować fotelik, wymagane są specjalne adaptery. I oczywiście nie każde siedzonko wejdzie: wyłącznie marki Qeridoo lub Maxi Cosi. A my mieliśmy świeżo kupiony Jane, który pasował nam do stelaża wózka spacerowego tej samej firmy…
Powstał więc dylemat na miarę chińskiego 8: jak sprawić, żebyśmy opędzili się jednym fotelikiem samochodowym, który będzie pasował i do auta, i do przyczepki, i do stelaża wózka? Odpowiedź przyszła kilka godzin i kilkadziesiąt przejrzanych stron internetowych producentów/sklepów/for rodzicielskich później:

  1. Najpierw należy zakupić adaptery Queridoo do fotelika. Bez tego i tak nie ruszymy. Ale żeby łatwo nie było, adaptery te są (jeszcze) niedostępne w Polsce. Tu przydała się moja (średnia wprawdzie, ale zawsze) znajomość niemieckiego – okazało się, że u naszych sąsiadów takie rzeczy niemal rosną na drzewach, wystarczy więc znaleźć sklep internetowy, który wysyła za granicę i gotowe. Stosowne adaptery znalazłam na http://bikebox-shop.de/ i był to strzał w „10” – obsługa bardzo sprawna, paczka przyszła po 3 dniach.
  2. Następnie trzeba kupić pasujący fotelik. No niestety, musieliśmy się pożegnać z siedzonkiem Jane – zostało jako awaryjne u dziadków, którzy dzięki temu mogą wozić samochodem jedno ze swoich dwóch wnucząt w wieku niemowlęcym. Zakup sfinalizowaliśmy ponownie na https://m.pinkorblue.pl/, bo ciągle działała mundialowa promocja (nie jestem może wielką fanką piłki kopanej, ale w tamtym momencie moje zainteresowanie tym sportem znacząco się zwiększyło 🙂 ). Zdecydowaliśmy się na Maxi Cosi, bo jest po prostu marką bardziej popularną, więc była jakaś szansa, aby…
  3. Znaleźć adaptery mocujące fotelik Maxi Cosi do stelaża wózka spacerowego Jane. Problem z nimi jest taki, że zawsze w opisie mają okrojoną specyfikację, typu: adaptery pasują wyłącznie do fotelików modele x, y i wózków modele a, b. Czyli nie że wszystkie Maxi Cosi do wszystkich Jane. Na szczęście na tym etapie już wiedziałam, że liczy się system, a nie model – wszystkie klasyczne kubełki Maxi Cosi, które można montować na stelażach wózków, mają jeden system wpinania. Podobnie wszystkie wózki Jane posiadające system Pro-fix nadają się do montażu fotelików. Co więcej, na którymś z for doczytałam, że system Pro-fix jest taki sam, jak wykorzystywany w wózkach Concord. Tak więc znalazłam na olx.pl adaptery Maxi Cosi – Jane, sprawdziłam, że to są te sprzedawane jako Maxi Cosi do Concord i poprosiłam o wysyłkę, trochę z duszą na ramieniu… Po 2 dniach już były u mnie i szczęśliwie połączyły świeżo doręczony Maxi Cosi (model Citi, jakby ktoś był zainteresowany) ze stelażem Jane Solo. Uff 🙂
  4. Nie, to nie koniec… ponieważ oboje z Mężem mamy w rowerach tzw. „sztywną oś” (cokolwiek by to nie oznaczało), na której nie da się zamontować uchwytu do przyczepki, konieczne było dokupienie jeszcze Adaptera Osi Tylnego Koła, M12 x 1,75 (nie pytajcie mnie o co chodzi, ja wymiękłam 2 linijki wyżej… kazali taki kupić to kupiłam…) Zakupy w polskim sklepie wozimysie.pl, wysyłka błyskawiczna 🙂

Tym sposobem skompletowałam sprzęt, za który – łącznie z fotelikiem – zapłaciliśmy mniej więcej tyle, co rynkowa cena Qeridoo bez żadnych promocji i rabatów. Czyli w sumie wyszłam na swoje 🙂
Pozostało więc tylko poczekać na kuriera i udać się na pierwszą przejażdżkę…

One thought on “Tobołek w przyczepce vol. 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *