Historie pewnego Tobołka czyli Pszczółka w podróży

Pszczółka pojawiła się zgoła niespodziewanie. Po dwunastu latach od narodzin M. (a piętnastu od Z.), jak również ponad dwóch od adoptowania The Great B. wydawało się, że w naszym idealnie ustabilizowanym życiu rodzinnym nic się już raczej nie zmieni. Czas pokazał, jak bardzo błędne było to myślenie…

No ale fakt faktem, maleństwo jest z nami od marca i bardzo WYRAŹNIE daje o sobie znać. A ponieważ w żyłach naszej rodziny płynie niechybnie krew jakiś nomadów czy innych ludów wędrownych, musieliśmy tak się zorganizować, żeby Pszczółka mogła bezpiecznie towarzyszyć nam w podróży. Być może historie, które opiszę, okażą się przydatne dla tych, którzy podobnie jak my nie wyobrażają sobie życia bez krótszych bądź dłuższych wyjazdów, a przeróżne pomysły w kwestii ułatwienia sobie życia staną się inspiracją dla młodszych – i starszych – rodziców małych dzieci.

Gwoli wyjaśnienia: dlaczego Tobołek? Ponieważ starsze nasze dzieci aktywnie uczestniczą w planowaniu wyjazdów, a The Great B. wykazuje wysoką mobilność osobistą (na czterech łapach wprawdzie, ale zawsze), natomiast Pszczółka jest jeszcze w fazie mniej lub bardziej nieruchomego leżenia na pleckach/boczku L/boczku P/brzuszku, czyni to z niej w istocie Tobołek, który zabieramy ze sobą w różne miejsca. Tobołek mający oczywiście swoje niezmiernie ważne potrzeby, o których nie wolno zapominać i które również zasygnalizowane zostaną w niniejszych Historiach.

Tobołek w tobołku i… kije do Nordic Walking 😊